Polski Henry Ford
Za polskiego Henry’ego Forda może się uważać Zbigniew Sykulski, założyciel i właściciel księgarni internetowej Merlin. Sto lat temu samochody były taką samą nowością techniczną jak dziś internet. Ford projektował konstrukcje i dłubał w silnikach, a Sykulski szukał natchnienia, szperając w raczkującej przed laty sieci. Pierwszy zainwestował w fabrykę samochodów, a drugi w księgarnię internetową. Obaj dorobili się na nowych technologiach. Początki byłyprozatćzne. - Trafiłem na strony amerykańskiej księgarni internetowej Amazon. Zamówiłem książkę. Dotarła do mnie dwa tygodnie później i sprawiła, że szczęka mi opadła. To działało! Wtedy postanowiłem otworzyć podobną firmę na polskim rynku - opowiada. Merlin powstał więc nie z miłości do literatury, ale z fascynacji tym, co nowe. Na początku były tylko problemy. Po pierw sze, nikt nie wierzył w rozwój sieci i że w ogóle będzie można na niej zarobić. Po drugie, nie było programu komputerowego do obsługi takiej księgarni. Po trzecie, nie było ludzi do pracy. Ale takich, którzy naprawdę znają się na rzeczy. Pierwszy problem Sykulski rozwiązał szybko. Po prostu nie wierzył malkontentom i omijał ich szerokim łukiem. Drugi pokonał tak, że znalazł ludzi, którzy napisali program specjalnie dla niego. Z trzecim zaś poradził sobie w ten sposób, że zatrudniał ludzi bez doświadczenia, ale z pasją. Dziś sam się dziwi, skąd na to wszystko miał czas, pieniądze i siły. W kwietniu 1999 roku wreszcie otworzył sklep. - Promowało nas hasło „Spróbuj, to naprawdę działa”. To zdanie miało przekonać nie tylko internautów, ale i nas samych, twórców Merlina - wspomina z uśmiechem Sykulski. I chociaż równolegle zMerlinem w internecie startowało wiele firm, to właśnie oni stali się największym internetowym sklepem w Polsce. Większość ówczesnych konkurentów otwierało witryny, nie sklepy. Żeby cokolwiek zamówić, trzeba było dzwonić, wysyłać listy. To się nie sprawdziło. Znowu okazało się, że najważniejszy jest pomysł, kreatywność.
- Zakładałem, że Merlin potrzebuje 4 - 5 lat na to, żeby zaczął przynosić zyski - opowiada Sykulski. - To pozwoliło nam przetrwać najpierw chwile entuzjazmu, kiedy na początku roku 2000 wszyscy chcieli w nas inwestować, a później moment, kiedy internetowa bańka pękła i trzeba było znaleźć pieniądze na finansowanie strat. A wtedy nikt już nie był zainte
resowany rozmowami z nami - wspomina.
Original post by biznes2007
